Opis z Merlina, który oddaje treść książki internauty Be El:
Stephen Hawking to brytyjski astrofizyk, kosmolog i fizyk teoretyk. Jest między innymi twórcą teorii utraty masy przez czarną dziurę w wyniku kreacji po obu stronach horyzontu zdarzeń par cząsteczka – antycząsteczka na koszt energii pola grawitacyjnego (Wikipedia). Nie pytajcie mnie, co to znaczy. Raczej podsuńcie tę lekturę dziecku, a gwarantuję, że za chwilę będzie ono rodzinnym specjalistą od dziur czarnych i nie tylko. Hawking od wielu lat cierpi na stwardnienie rozsiane, prawie całkowicie sparaliżowany na wózku inwalidzkim, porozumiewa się ze światem za pomocą syntezatora mowy. Myślę, że znacie go z telewizji. Razem z córką napisał książkę, która podbiła serca wielu czytelników, a kto wie, może przyczyni się do pojawienia kolejnych Mikołajów Koperników, którzy będą chcieli zgłębiać tajniki wszechświata. Tak jak dwunastoletni Jerzy, tytułowy bohater. W każdym razie autorzy odczarowali fizykę, astrofizykę i Bóg raczy wiedzieć, co tam jeszcze, a co brzmi groźnie i ponoć gryzie. Tymczasem okazuje się, że fizyka nie taka straszna jak ją malują, a wiele rzeczy skomplikowanych, nagle jest – fiu fiu – proste jak drut. Dla naukowca Hawkinga meteoryty, planety, układ słoneczny, asteroidy, eksperymenty naukowe, niebo, gwiazdy, Kosmos, to bułka z masłem. Co ja piszę, z pysznym dżemem porzeczkowym z zapasów babki Marianny, – bo to sama słodycz przecież. Jerzy jest ciekawym świata chłopcem, takim, co to do każdej dziury zajrzy i o wszystko zapyta. Jego rodzice są nastawieni bardzo anty do współczesnego świata – piją herbatę z pokrzyw, radzą sobie z wyboru bez sprzętów technicznych, piorą wszystko w rękach, mielą zboże na chleb – taka baaaaardzo ekologiczna dwójka dziwaków w rozciągniętych swetrach, uwielbiająca wszelkiej maści manifestacje w obronie czegoś tam. Rodzina mieszka obok opuszczonego domu z zarośniętym ogrodem. Kiedyś żył w nim ponoć jakiś staruszek, który nagle znikł w dziwnych okolicznościach i odtąd o tym domu mówi się tylko źle. Do czasu. Kiedy Fred – świnka Jerzego przedostaje się przez dziurę w płocie na zakazany teren, a potem ze smakiem chlapie soczek z czerwonej porzeczki w kuchni u Eryka, nowego sąsiada i jego córki Anny. Od tej pory świat chłopca wywraca się do góry nogami. Eryk razem z córką dzięki gadającemu komputerowi o wdzięcznej nazwie Kosmos, zabierają chłopca w dalekie podróże po Wszechświecie, odkrywają przed nim tajemnice i zagadki. Para autorów zbudowała ciekawą, trzymającą w napięciu historię, wplotła w nią wiele naukowych zagadnień, wprowadziła kilka czarnych charakterów, przez co zrobiło się jeszcze ciekawiej. W książce oprócz ilustracji do historii znajdziecie kilkanaście bardzo poważnych naukowych zdjęć – z kometami, księżycami Saturna, sondą kosmiczną, mgławicą planetarną, kosmicznymi chmurami itd. I mimo, że może pociecha nie zostanie w przyszłości kandydatem do Nagrody Nobla (chociaż, kto wie?), książka daje jej szansę obcowania choć na chwilę z nauką przez duże eN, a być może stanie się jednym z najprzyjemniejszych wspomnień dzieciństwa. Polecam!
Wcześniej był Szatan z 7 klasy. Byłem zdziwiony, jak "współcześnie" i żywo jest napisana. Kształtuje niewątpliwie charakter w sposób daleki od moralizowania (przenika a nie huczy "wielkimi cnotami") ale też jest wielką pochwałą logiki :) Dobrze czytana. Przyjemność dla dziecka i dorosłych.
Historia Jerzego, w porównaniu z Makuszyńskim razi trochę sztucznością, ale z kolei przekazuje zdecydowanie większa dawkę wiedzy :) Obie więc pozycje polecam z czystym sumieniem.
Na marginesie: Samochód to najlepsze miejsce do słuchania audiobooków. Nic nie rozprasza uwagi, pełna koncentracja na treści. Czas podróży skraca się niesamowicie :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz